W tym roku nie planowałem performance. Zdarzały się tylko. Po tragedii smoleńskiej, na wystawie "kultura niezależna 26 lat później" w kościele na Bielanach zrobiłem performance: "Imperium kontratakuje". W hełmie lorda Vadera wyciskałem na białe kwiaty sok z granatu. Potem rzucałem w publiczność narcyzy. Kiedyś rzucałem żonkile - nie miałem hełmu i widziałem jak pięknie szybują obracając się wokół łodygi. Niestety nie odebrałem jeszcze od Erazma Ciołka zdjęć i umieszczę je później. Już są poniżej skoków, chociaż wykonane były wcześniej. Następny performance zrobiłem w Skokach. Robię tam tradycyjnie na sympozjum performance swobodne, robocze. Sympozjum dotyczyło sztuki 21 wieku i Grzegorz  Sztabiński mówił o zmianie myślenia historycznego na przestrzenny. Do tego okazało się, że Maciej Łubowski organizuje te sympozja w Skokach po raz 20ty i mamy jubileusz. Skoki małe miasteczko, które przeskoczyło Hitlera i osiadło na długo w komunizmie. Oprócz tego oglądam w Internecie uliczne rysunki przestrzenne i jestem ciekawy, czy to trudne. No i jeszcze sympozjum, czyli uczta z jej kwintesencją alkoholem. Syn mi przywiózł z Litwy setkę wódki w plastikowym pojemniku. Komunistyczny funkcjonalizm w pigułce. No i grałem w klasy na swastyce, popijając wódkę i skacząc w końcu na czerwoną gwiazdę. Sam przestrzenny rysunek nie był trudny i zrobiłem go w trzy godziny przy pomocy mąki, kredy, pasteli i papryki.  Pracownia w Skokach była mała i poprawna perspektywa gubiła się przy zdjęciach z boku.
powyżej zdjęcia Erazma Ciołka z podziemia kamedulskiego na Bielanach